Imperium Granzowa
Ten oto jegomość, przemysłowiec pochodzenia niemieckiego, Kazimierz Granzow, założył w 1866 roku cegielnię w Kawenczynie. Tak, w Kawenczynie, bo Kawęczynem stał się on sporo później. Był synem budowlańca, fachu uczył się w Warszawie, potem w Hamburgu. Wyuczył się dobrze, bo byle majster murarski nie nadzoruje takich gmachów jak Szpital Dzieciątka Jezus czy budzący spore emocje pałac Leopolda Kronenberga. W końcu został starszym Zgromadzenia Cechu Murarzy. Tymczasem jego cegielnia stawała się jednym z największych tego typu zakładów. Świetna jakość (ponoć po 100 latach klasa jakości 100, czyli trzyma nacisk 100 kg na centymetr sześcienny) i ogromne zapasy gliny w Kawęczynie na pewno miały wpływ na rozwój potęgi “Zakładów Cegielnianych Kazimierz Granzow SA w Kawęczynie pod Warszawą”.
Medale, renoma na rynku, zbyt w Polsce i za granicą. Kolejki potężnych koni pociągowych wychodzących z bram zakładów, ledwo ciągnących wyładowane platformy. Świetnie wyposażona fabryka, bardzo nowoczesna, zmechanizowana. Jest tu osiedle czworaków dla robotników cegielni. Mają czytelnie, ochronkę dla dzieci, szkołę podstawową. Robotnicy mają ubezpieczenie od nieszczęśliwych wypadków, tylko w najlepszych zakładach był taki socjal. Kantor firmy mieści się w Alejach pod 31, potem przeniesiony na Marszałkowską 127, do kamienicy Fryderyka Zamboniego, bardzo prestiżowa lokalizacja. W 1912 (rok śmierci założyciela) do spółki wchodzą krewniacy o znanych nazwiskach – Wedel, Temler. Ich cegła użyta była do budowy kanalizacji Lindleya i Wielkiej Synagogi. Firma wystawiła sobie reprezentacyjny dom, zaraz przy cegielni. Był takim przeglądem możliwości firmy. Sam Granzow miał do wyboru kilka o wiele lepszych adresów.
Każde imperium kiedyś upada. Wojna wykończyła to przedsiębiorstwo. Dziś na terenie cegielni stoi EC Kawęczyn. Ostał się największy czworak, jakieś domki. A willa Granzowa ? Po wojnie była tam szkoła dla Kawęczyna, przedszkole potem. Remonty były, ale powierzchowne. A pociągi, autobusy, samochody jezdziły, wstrząsy osłabiły dom. Któregoś dnia troche pękł, potem pękł mocniej, aż zawalił się pod śniegiem. Jeszcze trochę wiatrów, śniegu i rozpadnie się całkiem. Wieżyczka już odpadła.
Kto pamięta o Granzowie i jego cegielnianym imperium ? Prawie nikt. Tylko kilka milionów cegieł z oznaczeniem K.G. rozsianych po Warszawie.
Trzeba będzie się tu jeszcze wybrać. Pooglądać z bliska. Znaleźć i sfocić te znaki firmowe, bo wiem, że są. Choć pewno jak tu następny raz będę to nie będzie już resztek willi przy Chełmżyńskiej 165.











Napisz odpowiedź