Plac Zamkowy
A więc mamy wakacje. Ciepło jest, do szkoły dzieci nie chodzą, można urlop wziąć i do roboty nie uczęszczać. Można sobie gdzieś jechać wywalić dupsko na plaży wśród stada podobnych baranów, urozmaicając czas walką o jakiś zasrany grajdół lub miejsce w kolejce po smażone ryby i lokalne piwo z marynarską nazwą. Ewentualnie można się gdzieś wybrać pouprawiać ambitniejszą turystykę, mianowicie zwiedzać. A w Warszawie zawsze zwiedzanie zaczyna się od tego miejsca.
A ja się bidak kontuzjowałem, dokładniej uderzyłem nogą w zdezelowaną resztkę płotka. Płotek ów pociął mi nóżkę i sporawą dziurę zrobił. Poszyli mnie, poopatrywali, delikatnie boli, ale co tam, twardy jestem, kuśtykam po okolicy. Jako że popsułem się w robocie to mam 100% zwolnienia i mogę śmiało rozpoczynać urlop z tygodniowym wyprzedzeniem. Więc do wtorku mnie nie ma, potem wracam zdjąć szwy, posiedzieć i znów wyfruwam.






Czyli nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło