Wola, jak wiadomo, dzielnicą jest robotniczą. Były tu takie zakłady jak Lilpop, Rau i Loewenstein, Franaszek (potem Foton), Gerlach i Pulst (potem Vis, Świerczewski), Borman i Szwede (potem m.in. Waryński), Gazownia, Philips (Róża Luksemburg), mgr Klawe (Polfa na Karolkowej) oraz setka mniejszych i malutkich zakładzików. W tym także pionierskie jak np. pierwsza w Polsce wytwórnia łańcuchów rolkowych Kubiaka na Hrubieszowskiej, czy fabryka chemiczna Dąbrowskiego na Rogalińskiej.
Tak brzmiała kiedyś Wola:
I gdy znowu zaświszczą parowe maszyny,
I gdy znowu zadymią fabryczne kominy:
Znów ludem się zaroją opróżnione mury,
Znów skrzypieć będą końskie i bawole skóry,
Znowu kadziami słodu zakipią browary,
Młoty pod ognistymi znów zajęczą żary,
Maszyny żelaznymi zazgrzytają zęby
I znów czarnego dymu falistymi kłęby
Praca – jako modlitwa – uderzy do nieba
Prosząc o kęs czarnego dla nędzarzy chleba…
- fragmenty wiersza Antoniego Lange “Leszno” -
A tak sobie wyglądała ulica Bema, po lewej elewator zbożowy, w tle Dworska (dziś Kasprzaka) i kościół św. Wojciecha na Wolskiej:
Ważniejsze były wszechobecne bocznice kolejowe, niż uliczki… Wyobraźcie sobie dźwięk rannych syren i sznury robotników śpieszących do fabryk, tych z tysiącem pracowników i tych z piętnastką. Wyobraźcie sobie piekące z niewyspania oczy, bo jak się wyspać w jednej izbie z 6 osobową rodziną i sublokatorem ? A potem słabnący dym z powszechnych w tej okolicy kominów i te same tabuny, jeszcze mocniej przygarbione, niż rano. W niektórych głowach marzenia o strajkach, poprawie bytu, rewolucji, w większości innych o paru głębszych…
Jakże to inne, niż wyżelowane chłopaczki i sekretareczki z biurowca przy Kasprzaka.
A ja sobie dalej rano śmigam do roboty brukowaną ulicą, mijam robociarzy z okolicznych firm i gąszcz kolejowych bocznic. Chociaż słyszę tylko samochody. Chociaż bruk mam połatany asfaltem. Chociaż nie wyje mi żadna syrena i nie mijam żadnego komina. Chociaż do mojego zakładu nie prowadzi taka ładna droga jak ta:




















